O deprecjacji pojęcia “celebrity” i Rybie z Frytkami
Tak jak pisałem na blipie, przygotowując na interaktywnie.com tekst o Rubiku na Śledziku nie mogłem oprzeć się wymalowaniu kilku zdań na temat postrzegania polskich celebrities w świecie mikroblogów. Dziwne to i smutne zarazem, bo mamy w Polsce do czynienia z sytuacją chorą - a co najmniej “zdrowo przeziębioną”. Warto chyba zastanowić się przez chwilę po co gwiazdy zakładają konta, albo po co właściciele tychże kont (śledzik, blip) je do tego zachęcają?
Po części krótką wycieczkę w tym kierunku zafundowałem sobie już w niedawnym tekście na i.com “Jesienne kaprysy gwiazd w social media”. Pisałem tam o tym, że dla amerykańskich gwiazdek Twitter to nie tylko dobra zabawa, ale czasem również arena prywatnych starć przenoszonych z hollywoodzkich salonów. Nie jest to rozrywka najwyższych lotów, ale ma jedną fundamentalną zaletę - społeczność Twittera ma poczucie, że za takim kontem siedzi prawdziwa osoba, która reaguje na to, co dzieje się wokół. Napisałem też, że chyba jedynym świadomym i żywym okazem mikroblogowej gwiazdy jest w Polsce Zbigniew Hołdys. Mimo, że jego pierwsze dni aktywności na blipie zachęcały mnie do kliknięcia “nie obserwuj”, to jednak poczucie, że po drugiej stronie siedzi ktoś, kto potrafi poprawnie wymówić nazwę serwisu, w którym założył konto i komunikuje się z otoczeniem w pełni świadomie budzą mój szacunek. Bo gdy dla porównania weźmiemy sobie taką Frytkę, czy Krzysia Ibisza…
Tags: blip, celebrities, mikrobloging, śledzik, social media
Dziś rano zauważyłem na Naszej-klasie bardzo interesującą nowość - wyszukiwarkę Google. Możemy za jej pomocą przeszukiwać zarówno zbiory serwisu, jak i całą sieć tak jak robi to właśnie Google. Czy to oznacza, że dla kilku milionów osób internet będzie zaczynać się i kończyć na Naszej-Klasie?
