O deprecjacji pojęcia “celebrity” i Rybie z Frytkami
Tak jak pisałem na blipie, przygotowując na interaktywnie.com tekst o Rubiku na Śledziku nie mogłem oprzeć się wymalowaniu kilku zdań na temat postrzegania polskich celebrities w świecie mikroblogów. Dziwne to i smutne zarazem, bo mamy w Polsce do czynienia z sytuacją chorą - a co najmniej “zdrowo przeziębioną”. Warto chyba zastanowić się przez chwilę po co gwiazdy zakładają konta, albo po co właściciele tychże kont (śledzik, blip) je do tego zachęcają?
Po części krótką wycieczkę w tym kierunku zafundowałem sobie już w niedawnym tekście na i.com “Jesienne kaprysy gwiazd w social media”. Pisałem tam o tym, że dla amerykańskich gwiazdek Twitter to nie tylko dobra zabawa, ale czasem również arena prywatnych starć przenoszonych z hollywoodzkich salonów. Nie jest to rozrywka najwyższych lotów, ale ma jedną fundamentalną zaletę - społeczność Twittera ma poczucie, że za takim kontem siedzi prawdziwa osoba, która reaguje na to, co dzieje się wokół. Napisałem też, że chyba jedynym świadomym i żywym okazem mikroblogowej gwiazdy jest w Polsce Zbigniew Hołdys. Mimo, że jego pierwsze dni aktywności na blipie zachęcały mnie do kliknięcia “nie obserwuj”, to jednak poczucie, że po drugiej stronie siedzi ktoś, kto potrafi poprawnie wymówić nazwę serwisu, w którym założył konto i komunikuje się z otoczeniem w pełni świadomie budzą mój szacunek. Bo gdy dla porównania weźmiemy sobie taką Frytkę, czy Krzysia Ibisza…
Nie wiem czy jest sens pisać tutaj o sytuacji na Twitterze i milionach followersów Ashtona Kutchera i Britney Spears, bo po pierwsze to nieco inne realia, a po drugie nie obserwuję ich więc nie mogę wypowiadać się na temat jakości ich aktywności. Mogę za to wypowiedzieć się nieco na temat aktywności Frytki na blipie, czy Jarosława Kreta, Krzysia Ibisza i spółki na Śledziku.
Tutaj na myśl od razu przychodzi mi Artur ze swoim “- Co robi dzik na poczcie? - Śle! Śle dzik..”. I tak to mniej więcej wygląda w przypadku naszych gwiazd pudelka - jest to w moim odczuciu niesamowicie zamknięta na jakąkolwiek interakcję komunikacja (a może raczej “komunikowanie”) przynęt, które Nasza-klasa umieściła na swoim haczyku. Daję głowę, że nawet połowa oficjalnych kont gwiazd nie jest prowadzona przez faktyczne postacie prezentowane w profilach. Dodatkowo forma, jaką na samym początku przyjął Śledzik, cała negatywna otoczka wytworzona w pierwszych tygodniach, łańcuszki itp. sprawiają, że dziś dodanie takiego Piotra Rubika do śledzonych może być postrzegane w kategoriach obciachu.
Gdzie zatem popełniono błąd? W przypadku serwisów, które walczą o przyciągnięcie do siebie jak najatrakcyjniejszych postaci należałoby chyba poszukać ludzi takich, jak Hołdys, które - znów to podkreślę - mimo, że czasem panoszą się i chcą przenieść pewne “niepisane przywileje” do cyberprzestrzeni, nadają im kolorytu, a z ich konta tętni życie. W pustych, nudnych i GŁUCHYCH profilach śledzikowo-frytkowych tego życia ewidentnie brak. Ani pani Frytka ani ekipa z NK nie kwapi się specjalnie do tego, by - po pierwsze primo - słuchać i - po drugie primo - reagować. Tak samo jak psioczymy na serwisy, które z mikroblogów urządzają sobie dystrybucyjną alternatywę dla RSS, tak samo winni jesteśmy te same psy wieszać na uprawiających tę samą odmianę egocentryzmu osobach.
Jasne, że niemożliwym jest oczekiwanie od śledzikowych celebsów czytania kilkuset komentarzy pod każdym swoim wpisem i odpowiadania na nie - ten zarzut bardziej tyczy się akurat Frytki i Wałęsy, którzy na blipie nie są skazani na takie hordy obserwujących i mają do czynienia z - bądź co bądź - inteligentniejszą publiką. Tylko kurcze, brakuje mi w tym wszystkim naturalności - widać, że profile tych osób prowadzone są w celach czysto wizerunkowych, a nie po to, żeby faktycznie nawiązać jakąś bardziej ambitną formę komunikacji z fanami. I nie tylko z fanami, bo z przyjemnością od czasu do czasu przeczytałbym jak Krzysiek Ibisz nabija się z kilku zbędnych kilogramów Agnieszki Włodarczyk, a ta w rewanżu obnaża jego wątpliwe zdolności konferansjerskie… Niech iskrzy, niech zaskakuje, niech wzbudza emocje, a co! Niech to - do cholery - zacznie żyć.
Blip z tego co widać chyba na razie dał sobie spokój ze ściąganiem nowych znanych postaci i wierzy w to, że wygra mikrowalkę jakością społeczności. (EDIT: Marcin Jagodziński w kilka minut po publikacji tego wpisu zwrócił mi uwagę, że z posiadanej przez niego wiedzy wynika, że Blip o gwiazdy się nie ściga i żadnej do blipowania nie zachęcał. Jego zdaniem rola celebrities to bardziej zabieg mający wywołać zainteresowanie mediów serwisem, a oni sami do powiedzenia mają raczej niewiele) Nastawiony na masę Śledzik jakby powoli miał ruszyć w lepszym niż początkowo kierunku, ale wciąż jest to jak dla mnie materia martwa - spośród prawie 300 śledzonych przeze mnie osób, co jakiś czas swoje wpisy (poza celebrities i łańcuszkami) publikują może 3-4 osoby i to Ci z branży i Blipa, a nie ze szkolnej ławki. Mam wrażenie, że gwiazdy, które zaciągnięte zostały w celu zaktywizowania społeczności klasowiczów (EDIT: lub mediów - jak twierdzi ^reuptake), zupełnie swojej roli nie spełniają, a w tym wszystkim zabrakło przede wszystkim edukacji.


October 30th, 2009 at 1:07 am
Nikt normalny nie siedzi tyle przy kompie co blipowicze - przykładem jest nk
October 30th, 2009 at 3:31 pm
@oto,
akurat Nasza-klasa może pochwalić się największym średnim czasem na użytkownika spośród TOP 20 Megapanelu w rankingu witryn wg czasu. Jasne, że większość aktywnych blipowiczów te niecałe 9h, które przypadają na jednego naszoklasowicza na miesiąc, wyciągnie w ciągu jednego/dwóch dni bo często blip działa u nich na zasadzie takiej jak komunikator - włączam rano, wyłączam wieczorem, ale wymienianie NK jako przykładu witryn, w których - jak to określiłeś - “normalni userzy” spędzają niewiele czasu jest imho nie do końca trafione
November 13th, 2009 at 5:13 pm
[...] Michał, to może chociaż ktoś odpowiedzialny w Naszej-Klasie za dobór celebrities na Śledzika. Dwa tygodnie temu pisałem o deprecjacji pojęcia celebrity i o “martwicy” śledzikowych profili gwiazd. O tym, [...]