Zdrowe podejście do e-dukacji
Tuż przed weekendem pisałem o pomyśle duńskiego rządu, który chce upowszechniać korzystanie z sieci w tamtejszych szkołach. I to bynajmniej nie na zasadzie zwiększonej liczby godzin informatyki, czy bezprzewodowego dostępu na szkolnych korytarzach. Gra idzie o grubszą stawkę - Duńczycy chcą umożliwić uczniom korzystanie z internetu w czasie egzaminów.
Ponoć w Danii przeprowadzanie testów z użyciem komputera zamiast kartki to od lat standard, jednak tak odważny pomysł jest raczej sporym zaskoczeniem. Ale zaskoczeniem chyba przede wszystkim dla nas i nam podobnych, którzy żyjemy w takich a nie innych realiach. Pierwszy problem jaki można dostrzec to zaplecze sprzętowe. No tak, u nas próbną maturę z wykorzystaniem komputerów pisać może niespełna 4 tys. uczniów - mimo, że chętnych jest zdecydowanie więcej - bo szkoły nie dysponują odpowiednią ilością komputerów. Tak jak zaznaczyłem wcześniej, w Danii podobne praktyki stosowane są od dawna więc nie jest to tak spore utrudnienie. Zdecydowanie większym kłopotem - który chyba różni nas najbardziej - jest mentalność pewnych środowisk. Środowisk osób odpowiedzialnych za edukację dzieciaków oraz właśnie tych drugich.
Gdy w miniony weekend opowiadałem różnym osobom o tej wiadomości, najczęstszą reakcją było ogromne niedowierzanie. I to nie z powodu tego, że potrzeba do tego wyposażyć szkoły w odpowiednią ilość sprzętu. Była to bezwładna reakcja na fakt, że ktoś chce oddać w ręce uczniów legalne narzędzie do oszukiwania. Bo przecież w sieci można znaleźć wszystko, co potrzebne do rozwiązania nawet najtrudniejszego zadania. Co ciekawe, zdziwienie to nie ustępowało nawet, gdy dodawałem, że zabronione będzie komunikowanie się przez internet z innymi osobami w sali i poza nią.
Tutaj właśnie dotykamy pierwszej grupy, czyli dorosłych, którzy w sposób niezwykle zdrowy (mowa o Danii) postrzegają to, czym stał się obecnie internet. Mówią oni wprost, że w tej chwili to już nasza codzienność i posługiwanie się nim to jedna z umiejętności, takich jak logiczne myślenie, wyciąganie wniosków, analizowanie faktów, czy znajomość metod wykonywania określonych obliczeń. Cały projekt ma na celu właśnie wyrobienie w młodych ludziach zdolności selektywnego wyboru kluczowych treści, spośród całej masy kontentu, jaki serwuje nam dziś web. I to nie tylko wyboru, ale również sprawnego wyszukiwania odpowiednich informacji i ich przetwarzania na potrzeby konkretnego zadania. Tym bardziej, że - jak zapewniają autorzy pomysłu - czas przeznaczony na pojedyncze pytanie wcale nie pozwoli na leniwe przeczesywanie sieci. Czy nie jest to w obecnych czasach umiejętność niemal kluczowa?
Drugi problem i druga grupa zainteresowanych to uczciwość uczniów. Możemy sobie wyobrazić czym skończyłaby się w Polsce matura, na której ktoś zezwoliłby łączyć się z internetem. Nikt z osób pracujących nad projektem nie chciał wskazać konkretnego sposobu na zablokowanie komunikacji z “żywym” otoczeniem, jednak jedna z wypowiedzi zaskoczyła nawet mnie. Otóż pewien przedstawiciel duńskiego rządu stwierdził wprost, że tamtejsi uczniowie są zdyscyplinowani na tyle, by nie przyszło im do głowy oszustwo, jakim jest korzystanie z pomocy innych osób. Sam nie wiem, czy faktycznie tak jest, jednak w naszych rodzimych warunkach byłaby to czysta naiwność.
Tak, czy inaczej - ogromne słowa uznania dla wszystkich, którzy odpowiadają za duński system edukacji i są na tyle odważni, by wprowadzać w życie nie tylko w pewnym stopniu szalone, ale przede wszystkim świeże idee. Oby w przyszłości podobną mentalnością i podejściem do nowoczesnych technologii, które niezależnie od nas wdzierają się do naszej codzienności, zarażali się i wykazywali - nie tylko w dziedzinie edukacji - także przedstawiciele naszych władz.
foto: @Oxfam


November 9th, 2009 at 10:44 am
Uzupelniajac - to nie jest rewolucja, tylko ewolucja.
Studenci pracujacy w grupach na projektach dla przemyslu (realne problemy, kontakt z firma, rozwiazania przedstawiane w firmie do wykorzystania, etc) czy tez mozliwosc korzystania z ksiazek/podrecznikow/slownikow na egzaminach pisemnych (zadania na egzaminie to nie pamieciowa z ksiazki, w ksiazce mozna znalezc wzor, ale trzeba wiedziec jak go zastosowac) to codziennosc dla studenta na dunskiej uczelni.
A egzaminy na wlasnych komputerach, tylko bez dostepu do sieci, byly juz praktykowane w 2001 (a moze i wczesniej, ja wtedy widzialem to na wlasne oczy)
November 11th, 2009 at 10:32 pm
Na władze bym nie liczył, cechuje je albo przesadny optymizm co do nowych technologii albo betonowy konserwatyzm. A tu potrzebne jest krytyczne podejście: niespecjalnie widzę obecność internetu na maturze z polskiego, ale już matura z historii - czemu nie (uczeń musiałby wykazać się krytycznym podejściem do treści dostępnych w internecie, samodzielnie zanalizować problem na podstawie dostępnych w Sieci - np. w cyfrowym archiwum - źródeł). To, co dzieje się z prezentacjami na maturze z polskiego pokazuje, jak łatwo wypaczyć nawet dość ciekawy pomysł.
November 12th, 2009 at 2:10 pm
Fajny komentarz, ale jest jeszcze jedna istotna kwestia, której nie poruszyłeś: typ egzaminu i zawartych w nim pytań czy zadań.
Nie wiem, jak w Danii, ale u nas typowe jest zadawanie pytań czysto pamięciowych lub bardzo mocno o pamięć opartych (np. pewne standardy w matematyce, jak znasz wzór, to jedziesz z metra). Jak takie dać, to egzaminowani zaczną oszukiwać i Internet im w tym bardzo pomoże.
Można jednak pójść inną drogą: stawiać problemy, które wymagają przemyślenia i zrozumienia. Przygotowanie ucznia nadal jest istotne, choćby po to, żeby wiedział, gdzie szukać informacji, ale proste przepisanie ich z sieci niewiele mu da. Tyle, że to wymaga rezygnacji z modelu zakuć - zdać - zapomnieć, który jest wygodny i dla uczniów, i nauczycieli.
November 12th, 2009 at 2:29 pm
@janyugo,
zgadzam się w 100%.. przy obecnym, bardzo “płaskim” modelu konstruowania pytań testowych, jaki funkcjonuje w Polsce cała idea zatraciłaby się całkowicie.
November 12th, 2009 at 5:59 pm
Niestety, na polskich uczelniach jest problem z wykorzystaniem rzutnika na zajęciach, studiuję dwa kierunki na UW i … włączenie tej maszyny zajmuje zawsze ok. 15 bezproduktywnych minut… A czasem okazuje się, że jest to niemożliwe. Z drugiej strony - widziałem scenę, gdy przypięli plastikową planszę do tablicy wielkości a3 w sali, gdzie rzutnik stał. Niestety, obecne kadry niespecjalnie lubią technologię. O tym, że student nie musi żyć w stylu biblioteka-ksero-dom, tylko mógłby dostać e-booka jakiegoś, niestety, też na UW rzadko słyszano. Ja byłbym gotów za coś takiego zapłacić dodatkowo. Czasu studenta się nie szanuje. Gdzie nam do Danii i testów online. Zapytajcie się o USOS i pozbierajcie opinie, nie zeszliśmy z drzew jeszcze :). Wyszło, że sfrustrowany jestem. pozdrawiam