July 24th, 2008 |
7:07 pm | |
z kategorii: hot news
Takimi słowami można mniej więcej zobrazować ostatnie doniesienia na temat nowego kaprysu Google - zakupu serwisu Digg.com…
- Co słychać Larry? Jak Ci minął tydzień?
- Nic nadzwyczajnego się nie działo… Kupiłem sobie wczoraj Digg’a.
- Wow, po co?
- Hmmm, sam nie wiem.. Akurat miałem trochę kasy i trafiła się fajna okazja. Wiesz, mają sporo użytkowników, są bardzo ŁebDwaZero, więc czemu nie? Wstawimy może jakieś AdWords i parę groszy wpadnie do kieszeni..
Tak, powoli zaczynamy na własnej skórze odczuwać to o czym mówiono od dawna - Google kiedyś będzie mieć monopol na Internet. Ba, Google będzie Internetem i to Google decydować będzie o jego kształcie i zawartości. Mroczna przyszłość i nierealna przepowiednia? Niekoniecznie.
Jesteśmy właśnie świadkami (jak pięknie określił to Stan Schroeder) najbardziej próżnej i aroganckiej transakcji jaka miała miejsce w ostatnim czasie w Internecie. Oto Google, które może mieć niemal każdy serwis i wyłożyć każde pieniądze na zakup nowej zabawki postanowiło kupić sobie sztandarowy przykład totalnie niezależnego i społecznościowego serwisu, jakim bez wątpienia jest Digg.
Pytanie jakie zadają sobie wszyscy komentatorzy i analitycy to proste - PO CO?
Po co Google chce mieć Digga? Odpowiedź jest jeszcze prostsza - bo chce. Chce lub po prostu może, bo i ta wersja cieszy się dużą popularnością. Moim zdaniem obydwie odpowiedzi są poprawne bo cała ta transakcja to po prostu jeden wielki kaprys Google. Będziemy mieć Digg’a - będziemy fajni i trendy, bo Digg jest fajny i trendy.
Bo gdyby zastanowić się głębiej to faktycznie, zysk z tego prawie żaden - jak słusznie zauważył Mashable, Digg to społeczność specyficzna i nie dająca sobą odgórnie zarządzać. Być może Google nie chciałoby wprowadzać tam większych zmian, ale sama świadomość, że jest on podmiotem większego koncernu pewnie zmiejszyłaby jego wiarygodność. Warto pamiętać, że Digg - w odróżnieniu od naszego Wykopu - tworzony był nie od razu jako wielki agregator treści wszelkiego rodzaju, ale skupisko informacji naukowo-technicznych. Można więc podejżewać, że grupa osób związanych z Diggiem najdłużej to osoby prezentujące “wyższy poziom”. Ciężko więc wyobrazić sobie, aby społeczność Digga stała się dochodowym źródłem kliknięć w reklamy. Owszem, już teraz możemy natknąć się tam na kilka bannerów, jest to jednak moim zdaniem reklama zupełnie nieinwazyjna i niemal niedostrzegalna (nie mała, ale nie zwracająca na siebie uwagi). Co innego kiedy użytkownicy zaczną natykać się na sprytnie ukryte w treści lub tytułach reklamy AdWords.
Co więc kieruje Googlem, że chce wyłożyć 200 milionów dolarów? Być może - i to według mnie najbardziej prawdopodobna wersja - technologia. Nie tak dawno przecież Google rozpoczął w swojej wyszukiwarce testy nowych funkcji zaczerpniętych wprost z serwisów Digg-o-podobnych, które mają wprowadzić nową jakość do ich szukajki. Być może właśnie dlatego decydują się zapłacić 200 milionów nie za sam serwis ale za technogię i rozwiązania zastosowane w serwisie Digg, by przenieść je do wyszukiwarki. Pojawiają się także głosy, że Digg zostanie złączony z Google News, w co mi osobiście nie chce się wierzyć.
Tak czy inaczej - nie dzieje się dobrze. Google może pozwolić sobie na coraz więcej i - co gorsza - na coraz więcej faktycznie sobie pozwala.
Tags:
digg,
google,
transakcja